Marysia i Alan – ślub w drewnianym kościele i wesele z duszą w Werandzie
Ten dzień miał w sobie coś magicznego – może to poranne światło wpadające przez proste, kościelne okna w Dąbczu, a może spojrzenia Marysi i Alana, w których było wszystko, co najważniejsze.
Ceremonia odbyła się w drewnianym kościele – niewielkim, pełnym ciepła i spokoju. To miejsce ma niesamowity klimat, który trudno opisać słowami – trzeba tam po prostu być. W ciszy, między szorstkimi belkami i skrzypiącą podłogą, Marysia i Alan powiedzieli sobie „tak”, a my czuliśmy, że jesteśmy świadkami czegoś naprawdę wyjątkowego.
Po ślubie przyszedł czas na świętowanie w Werandzie w Rojęczynie – miejscu, które zaskoczyło nas swoją elegancją i swobodną atmosferą w jednym. Jasne przestrzenie, ogród wokół, duże przeszklenia i naturalne światło stworzyły idealne warunki do wspólnego świętowania. Całość była dopracowana, ale bez przesady – dokładnie tak, jak trzeba.
Impreza? Petarda! Od pierwszych dźwięków muzyki parkiet był pełen – i już tak zostało do samego końca. Goście bawili się bez przerwy, było mnóstwo śmiechu, radości i momentów, które aż prosiły się o uchwycenie.
Na sesji poślubnej spotkaliśmy się w industrialnych leszczyńskich loftach. Surowe ściany, beton, wielkie okna i minimalistyczny klimat idealnie kontrastowały z elegancją Marysi i Alana. To była inna energia, ale równie prawdziwa i pełna emocji.
Ten reportaż to dla nas ogromna przyjemność i jedna z tych historii, które zostają z nami na długo.
